poniedziałek, 10 listopada 2014

ROZDZIAŁ 9

   Szliśmy ciągle się śmiejąc. Miny ludzi, którzy nas mijali - bezcenne. Po drodze zahaczyliśmy do domu Lynchów, a ja zadzwoniłam po Van. Po dziesięciu minutach wszyscy razem ruszyliśmy w stronę Wesołego Miasteczka. Szliśmy w zwartej grupie bo jak to mówią: "W kupie siła, w kupie moc, że rozerwie nawet sroc!" ( żeby nie było - tak się mówi naprawdę ^^). Nie wiem ile trwała nasza podróż. Bawiłam się tak dobrze, że mogłabym iść dalej. Jednak za jakiś czas naszym oczom ukazał się taki widok:



- Faktycznie fajne - odezwała się Van świecącymi oczkami wpatrując się w jeden punkt, a mianowicie...Tunel Miłości... ach ta moja siostrzyczka. Oczywiście Riker od razu podążył za wzrokiem Ness i teraz to jemu paczadełka się zaświeciły. Już ja dobrze wiem co się tu święci...
- To tak - w pewnym momencie rzucił nie kto inny jak Riker (oczywiście wciąż wpatrując się raz w Van, a raz w Tunel Miłości) - rozdzielamy się na grupy!
- A to niby czemu? Dlaczego mamy cię słuchać? - zapytała Rydel
- Booo - zaczął - Po pierwsze: jestem najmądrzejszy - tu wszyscy zaczęli się śmiać
Jednak niezrażony Riker kontynuował:
- Po drugie: jestem najstarszy, a po trzecie: jest nas dziewięcioro, a tu jest straszny tłok. Wątpię, aby udało nam się znaleźć atrakcję z wolnymi dziewięcioma miejscami.
Z tym niechętnie wszyscy musieliśmy się zgodzić. 
- TO JA CHCĘ Z ELLEM ! - wydarł się Rocky łapiąc przyjaciela za ramię i ciągnąc za sobą.
- Tych dwóch debili razem w takim miejscu = katastrofa + konieczność opłacenia naprawy zepsutych atrakcji. Lepiej pójdę z nimi. - odezwała się Delly
I nim zdążyłam się obejrzeć już ich nie było. Świetnie. Po prostu super. To ja chciałam być z Rydel! Ugh. Dobrze, że mam jeszcze Van. Rozglądnęłam się w poszukiwaniu siostry, lecz ona była już daleko od nas. Z Rikerem. Zdrajczycielka! 
- To idziemy razem? - zapytała Raini - No przecież! Raini! Jak dobrze, że ona jest!
Tym oto sposobem ja, ciemnowłosa, rudzielec i blondasek ruszyliśmy w poszukiwaniu czegoś dla siebie. Po niecałych pięciu minutach Calum zaproponował samochodziki. Wszyscy ochoczo się zgodziliśmy i czym prędzej zaczęliśmy się ścigać do wspomnianej wcześniej atrakcji. A co okazało się na miejscu? Zostały dwa ostatnie miejsca i gdy ja chciałam jakoś sprawiedliwie ustalić kto je zamie, Raini i Calum wewalili się do środka i pokazali nam języki. UGH! Kobyły przebrzydłe!
- To co robimy? - zapytał Ross
- No nie wiem, prowadź.
Tak więc ruszyliśmy. Szliśmy i szliśmy, a co jakiś czas mijały nas zakochane pary. Ach ta przebrzydła miłość! Gdzie ten cholerny książę na swoim zasranym koniku, który swym uczuciem zburzy ten wstrętny mur mej szarej codzienności?! No gdzie?!
Okej Lau "Calm down". Kiedyś przyjedzie, a ty nie wyrażasz się tak brzydko. Tak nie przystoi - uspokajałam się w myślach.
- Coś się stało? - zapytał mój towarzysz
- Hmm? - spytałam nieprzytomna
- Pytam czy coś się stało. Wyglądasz jakbyś chciała kogoś zamordować. - odparł roześmiany
- Nie nie. Tak tylko.
- WoW ! Pacz na to !
- Co? - nakręcona zaczęłam rozglądać się dookoła, spodziewając się zobaczyć coś w rodzaju małego kociaka w przebraniu słodziaśnej pandy.
- To najlepszy Dom Strachu jaki widziałem! 
Och...więc to tylko to? Ale zawód
- Patrz jest tam - wskazał mi palcem
Spojrzałam więc "tam" i mnie zamurowało. Ooo nie. Nie nie nie nie nie nie.



Tylko nie to. niech on tam nie chce iść. Wszystko tylko nie to !
- Chodźmy tam! - rzucił wesoło i pociągnął mnie za sobą.
W mojej głowie pojawiało się milion wymówek na sekundę. Żadna dość dobra.
- Umm...a może pójdziemy gdzie indziej? - zapytałam starając się robić jak najsłodszą minkę
- A może nie? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
Stanęłam w miejscu.
- Na prawdę Ross. Chodźmy na lody co?
- Hmm...czy ktoś tutaj się boi?
- Cooooo? Nie. Skądże znowu... cóż to za niezrozumiały pomysł! H-he-he - taaak. Kłamanie nie jest moją mocną stroną.
- Boisz się.
- Pfff. Nieee?
- Boisz.
- Nie! - teraz to mnie zaczyna wnerwiać
- Laura się boi! Na na nana na! - i jeszcze mi będzie tu podśpiewywał!
- NIE !
- Udowodnij !
- To chodźmy tam! Proszę bardzo!
- Chodźmy!
- Świetnie!
- No właśnie świetnie! - krzyknął zadowolony z siebie.
Ja natomiast dumnie uniosłam głowę do góry i ruszyłam przed siebie. Boże...jak łatwo mnie sprowokować... ja tego nie przeżyję.

Tymczasem u naszych gołąbeczków...
~Vanessa~
Moje serce dziwnie szybko biło. Co chwilkę spoglądałam dyskretnie na blondyna.
- Dokąd idziemy? - spytałam w końcu
Chłopak zastanawiał się nad swoją odpowiedzią. Wyglądał, jakby obmyślał jakiś plan...
- Sam nie wiem - rzucił po chwili - Wybierzmy się na piątą atrakcję, którą miniemy. Co ty na to?
Momentalnie posmutniałam. Ale czego mogłam się w sumie spodziewać. Że zabierze mnie do Tunelu Miłości i razem odjedziemy ku zachodzącemu słońcu? Idiotka ze mnie. On nawet się mną nie interesuje a co dopiero ... ech.
No więc liczyliśmy te atrakcje. Diabelski młyn, Filiżanki, Twister, Samoloty, Tunel Miłości, Kolejk... Zaraz zaraz. Już było pięć! Tunel Miłości!
- Och spójrz co za zbieg okoliczności - próbował udawać zdumionego. 
No cóż...nie wyszło mu. Specjalnie to zrobił! Moje kocha...aaaa ram zam zam ! Tak sobie tylko śpiewam, a co? Niewolno?
Nie doczekawszy się żadnego odzewu z mojej strony zmieszany przeczesał dłonią włosy i powiedział:
- Eee...znaczy jeśli nie chcesz to...
- Ależ chcę ! - krzyknęłam chyba za głośno
Riker jednak tylko się uśmiechnął, po czym podeszliśmy do kasy zakupić bilety. Ja nie płaciłam, bo blondyn zafundował mi bilet. Słodziak.
Gdy zobaczyłam, jak będzie wyglądać nasza trasa...szczęka mi opadła. Weszliśmy do ogromnej hali. Spodziewałam się czegoś w stylu dróżki z kwiatów czy coś a tu :




Właśnie tak wyglądał nasz środek transportu. Nie mam pojęcia, jak osiągnęli efekt księżyca na suficie i pięknego nieba na ścianach. To nieważne. Ważne jaki był efekt końcowy. Cudowny.
Przez środek pomieszczenia płynęła rzeka, która po chwili chowała się w tunelu w kształcie serca. Ciekawe jak długim? Brzegi rzeki natomiast były otoczone poprzez cudowne drzewa i krzewy. A łódka była dość wąska...
- Coś mała ta łódeczka - rzuciłam gdy sadowiliśmy się wewnątrz "łabędzia"
- Mi to nie przeszkadza - odparł ciepło i obdarował mnie tak boskim uśmiechem, że przeszły mnie przyjemne dreszcze, a na twarzy zawitał rumieniec.
Po chwili ruszyliśmy. Delikatnie przysunęłam się do blondyna, a ten niepewnie objął mnie ramieniem. To takie urocze. Widząc, że ma bliskość mu nie przeszkadza przysunęłam się jeszcze bliżej i oparłam swą głowę na jego ramieniu. Krótko po tym wjechaliśmy w nieoświetlony tunel ...

A teraz zaglądnijmy do naszego ukochanego trio
~Rydel~
Czuję się jak matka. Naprawdę. Idę sobie, a koło mnie biegają rozwrzeszczane dzieci - Ell i Rocky. 
- Delly Delly Delly ! - zaczyna się...
- Co znowu? - spytałam już znudzona ich ciągłym marudzeniem
- Weź nas na kolejkę!
Czemu nie pójdą sami?! Te jedne !@$#%^@%^!. Gdybym nie obawiała się, że rozwalą całe wesołe miasteczko, bawiłabym się z dziewczynami. Nawet wydrzeć się na nich nie mogę bo się rozpłaczą i będzie wstyd. Aa!
- Już idziemy - odparłam zaciskając zęby
- Yaay ! - krzyczeli biegając w kółko
Podeszłam więc do kasy. Ciepłym uśmiechem przywitał mnie pan w podeszłym wieku.
- Dzień dobry - przywitałam się - poproszę trzy bilety na tę kolejkę.
- Dobrze...ale dla kogo? - zapytał marszcząc brwi
Nie za bardzo wiedząc o co mu chodzi wskazałam ręką na siebie i chłopaków, którzy aktualnie obwąchiwali hydrant.
- Bardzo mi przykro, ale nie wpuszczamy dzieci. Może pani sama skorzystać z atrakcji.
Na te słowa wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
- D-dziękuje al-le nie m-mogę ich zostawić sa-amych - dukałam przez śmiech - Jeszcze mi się maluchy p-pogubią.
Mężczyzna tylko wzruszył ramieniami, a ja podeszłam do moich "dzieciaczków"
- Cio się stało Delly? - zapytał Rocky
- Niestety nie pójdziemy na kolejkę
Odpowiedział mi płacz chłopaków.
- Już już, cichutko - próbowałam ich uspokoić. Bezskutecznie. - Jak będziecie grzeczni to kupię wam nutellę! O! Tu macie kase!
- TAAK! - wydarli się, wyszarpali ode mnie pieniądze i pobiegli w nieznanym mi kierunku
- A wy dokąd się wybieracie? - zapytałam
- Do spożywczaka! Po nutellę!!
Zaraz po tym znikli mi z oczu. Szkoda tylko, że nie wiedzą gdzie jest sklep spożywczy. Te debile się zgubią. Westchnęłam cichutko i wysłałam do Laury SMS-a, że razem z Ellem i Rockym wrócimy wcześniej do domu. Następnie pobiegłam za moimi maluszkami.

~Laura~
Teraz wiem na pewno. To najgorsza decyzja jaką podjęłam w moim calutkim życiu. Z zewnątrz Dom Strachu wyglądał okropnie. W środku było o wiele gorzej. Czarne ściany spryskane czerwoną farbą, która doskonale imitowała krew. Okna zabite deskami. Wszystko w pajęczynach. Jedynym źródłem światła było kilka świeczek. Na ziemi leżały manekiny bez głów lub z wydrapanymi oczami. Ewentualnie z rozprutymi brzuchami i wnętrznościami na wierzchu. Po całym budynku natomiast chodzili ludzie przebrani za zombie. Charakteryzacja idealna. Jeśli było się nie uważnym, zombiak podchodził i gryzł w rękę. Okropność. Reakcja Rossa - "WoW! Odjazd!" Moja reakcja - "Fuu zaraz się porzygam" (oczywiście nie powiedziałam tego na głos; jeszcze by pomyślał że się boję; Phi)
Czekaliśmy na swoją kolej. W pewnym momencie moją uwagę przykuła para, która właśnie wychodziła z atrakcji. Dziewczyna miała przerażoną minę, ledwie stała na nogach i cała się trzęsła. Chłopak śmiał się w najlepsze i obejmował ją ramieniem. Taaa. Po skończonym przejeździe będziemy wyglądać tak samo...no znaczy bez tego obejmowania.
- Idziesz? - zapytał Ross
- Taaa
No więc poszliśmy. I od razu wszystko mi się nie podobało. Wagonik, w którym mieliśmy jechać, był za mały. Siedząc stykaliśmy się rękami. Do tego nie wolno mi krzyczeć. Przecież potem Ross opowie o tym całej paczce, że się bałam i będą się ze mnie wyśmiewać. Pięknie! Niedługo po moich rozmyślaniach ruszyliśmy. Szczerze? Nie pamiętam przebiegu trasy. Zaraz po tym jak przed wagonik wyskoczył szkielet z resztkami mięsa na żebrach, a z sufitu spadły na nas pająki zamknęłam oczy i wtuliłam się w coś. Nawet nie wiem co. "Przejażdżka" dłużyła mi się niemiłosiernie. Jednak po jakimś czasie przestałam odczuwać na twarzy podmuch wiatru, a pod głową poczułam lekkie drganie. Powoli otworzyłam oczy. To Ross delikatnie się śmiał. A ja...ja byłam w niego wtulona. Gdy tylko uświadomiłam sobie co robię jak oparzona wyskoczyłam z wagoniku, wbiłam wzrok w ziemię i oblałam się rumieńcem. Następnie ruszyłam w stronę wyjścia.
- Co robimy teraz? - zapytał mój towarzysz doganiając mnie
Spojrzałam na niego z wdzięcznością. Nie zamierzał wyśmiewać się z mojego zachowania. Uff. Jednak zanim zdążyłam coś odpowiedzieć dodał:
- Masz pająka we włosach
Następnie chłopak przybliżył się do mnie i delikatnie wyplątał stworzonko z moich włosów. Byliśmy naprawdę blisko. Nie mogłam nic powiedzieć. Zupełnie jakbym zapomniała jak się mówi. Wpatrywałam się jedynie w czekoladowe oczka Rossa. Chłopak nie pozostał mi dłużny i utkwił swój wzrok w moich paczadłach. Staliśmy tak wpatrując się w siebie. Wydawało mi się, że blondyn delikatnie się do mnie przysunął. Zrobiłam to samo. Po moim ciele rozszedł się przyjemny dreszcz. I wtedy stało się coś, o czym jeszcze nie dawno bym nie pomyślała...

________________________________________________________________________
Szemka :3
Witam Was serdecznie i dziękuje z całego serduszka:
- Klaudi Yeah
- Tinsley ♥
- Tulii Marano
- Anonimkowi
- Słodkiej Czekoladce
- Karci Lynch
- Patce Cher
Jak zobaczyłam tyle komów to padłam. Naprawdę! 
Byłam pewna, że już Was tu nie będzie po długim okresie bez rozdziałów! A jednak!
Jesteście wspaniali ^-^
Pozdrowionka
~Rose

środa, 29 października 2014

ROZDZIAŁ 8

~Laura~
   Jeju. Jak ten czas szybko leci. Wydaje mi się, że jeszcze wczoraj byłam tu pierwszy raz i zaczynałam pracę na planie serialu "Austin&Ally". Tymczasem nagrywamy już ósmy odcinek drugiego sezonu! Niesamowite!
   Swoją drogą jestem strasznie podekscytowana. W serialu pojawiła się nowa postać - Kira. Austin będzie "zabiegać o jej względy". Ja kocham miłość i takie wątki na planie to dla mnie prawdziwa frajda i jeszcze ...
- Ziemia do Laaauryyy! - krzyknęła Raini tak głośno, że aż podskoczyłam na krześle po czym upadłam na ziemię. Stołek, na którym siedziałam, przewrócił się i uderzył w kwietnik, który z kolei popchnął komodę, na której stał wazon z kwiatami. Tym oto sposobem moja przyjaciółka siedząca koło komody na sofie była calutka w wodzie spod kwiatków.
- Haha ! - zaśmiałam się - Dobrze ci tak !
- Czekaj ty ... - wysyczała z przymrużonymi oczami - Ja ci pokażę! Tylko znajdę łom !
- AAA ! RAINI ! JAK TY WYGLĄDASZ ?! ZARAZ WCHODZISZ NA PLAN ! - zaczęła krzyczeć nasza makijażystka - Sue, która nie wiem skąd pojawiła się w pokoju. Za bardzo wczuwa się w swoją pracę. Zresztą ona jest chyba trochę nie ten teges. Niektórzy mówią na nią: "Szalona Sue". Ponoć kiedyś zabiegała o rolę w spektaklu teatralnym, jednak została odrzucona i mocno skrytykowana przez reżysera. Kilka dni po tym wydarzeniu zdarzył się wypadek, w którym (o dziwo) zginęli sam reżyser oraz dziewczyna, która dostała rolę zamiast Sue. Najdziwniejsze jest to że stłuczka (był to wypadek samochodowy) nie była tak poważna i żadne z nich nie powinno odnieść większych obrażeń. Po paru tygodniach sprawa ucichła, a Sue - chcąc mieć styczność z aktorstwem - została makijażystką. Nikt nie wie, czemu nigdy nie wróciła do teatru, nie chciała ponownie spróbować. Wszystko wydawałoby się być całkiem normalne, lecz od tamtego wypadku krążą plotki, że to Sue z zawiści zamordowała reżysera i dziewczynę i upozorowała wypadek. Nie wieżę w te wszystkie plotki, ale nie utrzymuję także bliższych kontaktów z Sue. Takie przeczucie.
- Ale bo ja ... - ciemnowłosa zaczęła się tłumaczyć
- DOŚĆ! Cicho i szybko do swojej garderoby ! W TYM MOMENCIE !
Niczego więcej nie musiała mówić, bo Raini z prędkością światła wybiegła z pomieszczenia. Sue natomiast bez słowa odwróciła się i wyszła.
Dobra, ale i ja się muszę zbierać.
W tym momencie do mojej garderoby zza drzwi zajrzała blond czupryna w uroczym nieładzie.
- Gotowa? - zapytał Ross
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Nie wiem czemu. On po prostu tak na mnie działa.
- Jasne. Możemy iść - odparłam i ruszyłam z blondynem w stronę planu.
Cała droga ( ta...dwie minuty to bardzo długa droga) minęła nam w bardzo przyjemnej atmosferze. Śmialiśmy się i plotkowaliśmy. Zresztą jak zawsze.
Następnie nadeszła pora kręcenia. Wszystko przebiegało dobrze, bez żadnych komplikacji. Do czasu. Nadeszła scena w której Ally pokazuje Austinowi jak powinna wyglądać idealna randka. I ... co zresztą jest chore, ja ... poczułam się dokładnie jak Ally. Zupełnie tak, jakbym naprawdę była tą postacią. Gdy usiedliśmy koło siebie szybsze bicie serca. Gdy spojrzał mi w oczy, lekkie dreszcze. Gdy objął mnie ramieniem ... tysiące pięknych motylków, które .... rany. Czy ja ... ? Czy to możliwe, że ...? Chyba tak ... Koniec z oszukiwaniem się. Ja ... jestem naprawdę GENIALNĄ aktorką ! (no co xD)
Po skończonej pracy wraz z Rossem, Calumem i Raini ruszyliśmy w stronę wesołego miasteczka.

________________________________________________________________________
Huraaaa!!!!! 
Mam coś! Nareszcie! Krótkie to to i nijakie ale jest !
Moja wymówka - sytuacja taka jak dużej ilości bloggerek. Trzecia gimnazjum.
Bo nie ma to jak ciągłe sprawdziany, kartkówki, przygotowanie do bierzmowania i próbne testy co miesiąc! YaY ! -,-
Mam nadzieję, że choć jedna dobra duszyczka wytrwała i dalej będzie czytać.
Hop hop ! Jest tu ktoś?
( oby .. )
^^
~ Rose

niedziela, 28 września 2014

ROZDZIAŁ 7

~Laura~

   Gdy tylko przekroczyłam próg mojego domu, poczułam w kieszeni wibracje telefonu. Niezwłocznie wzięłam go do ręki i odebrałam połączenie przychodzące.

R: Hej Laura!
L: No cześć.
R: Przeszłabyś się ze mną na karaoke?
L: Pewnie! To świetny pomysł!
R: Ekstra. Tylko...jest mały problem.
L: Mianowicie?
R: Te małpy wszawe usłyszały jak prosiłam Rikera, czyli tego najstarszego, o pożyczenie samochodu. No i uparli się, że też pójdą. Czy to nie będzie problem?
L: Nie no co ty. Pójdziemy wszyscy razem. 
R: A może weźmiesz też ze sobą swoją siostrę? Bardzo chciałabym ją poznać.
L: Jeśli jeszcze jest w domu, to przyjdziemy razem. Więc gdzie się spotkamy?
R: Może na miejscu? Ulica Brookstreet 12? O 16.00?
L: Świetnie! To widzimy się na miejscu?
R: Widzimy się! Pa Laura!
L: Pa Delly!

   Po skończonej rozmowie rozłączyłam się i rzuciłam telefon na sofę, po czym z prędkością światła wybiegłam na górę. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że Van jest u siebie. Lubię całą rodzinkę Lynchów, ale z siostrą będzie mi o wiele raźniej. Jednak po chwilce mój entuzjazm opadł. Ness szykowała się do wyjścia.
- Wybierasz się gdzieś? - zapytałam, choć byłam na 100% pewna, co odpowie
- Umówiłam się z Avanem - rzuciła pociągając usta szminką
- A nie mogłabyś tego przełożyć?
- Nie
- Ale Van, bo chodzi o to...
- Słuchaj. Nie zmienię planów. Avan wyjeżdża za trzy dni i chcę się nim nacieszyć. Jeszcze może się okazać, że to nasze ostatnie spotkanie przed jego powrotem to Chicago - ciągnęła - a ja chcę mu dziś powiedzieć o tym, że dostałam rolę. Po prostu muszę zobaczyć jego minę. Będzie miał sławną dziewczynę!
- To czemu nie poinformowałaś go wcześniej?
Popatrzyła na mnie z miną: "Ty nic o życiu nie wiesz" i jakby to było oczywiste odparła:
- Czekałam na odpowiedni moment.
- Tooo...gdzie się wybieracie?
- Do klubu karaoke
Po tych słowach w mojej głowie zaiskrzył promyczek nadziei.
- Hm. Czyżby na ulicy Brookstreet 12?
- Ta, a co?
Tu opowiedziałam jej co i jak. Cieszyłam się, bo Avan łatwo nawiązuje nowe znajomości. Nie będzie miał więc nic przeciwko dosiadnięciu się z Van do mnie i Lynchów.
- No nie ważne. Jak wyglądam? - zapytała obracając się parę razy w koło.
- Genialnie ! - odparłam szczerze. Naprawdę w tym stroju wyglądała zjawiskowo.



- Ach dziękuje. Ty lepiej też już zmykaj się przygotować. Nie chcę się spóźnić na randkę z Avanem.
Nie słuchając dalszego ględzenia siostry pobiegłam do siebie. Szybko poprawiłam fryzurę oraz makijaż i ubrałam się w taki strój:



Wychodząc spojrzałam do lusterka. "Nieźle" - pomyślałam i pognałam na dół do Van, która czekała na mnie już w samochodzie.



***


Po około 10 minutach byłyśmy na miejscu. Lynchów jeszcze nie było. Podobnie jak Avana.
Zajęłyśmy więc z Van największy stolik jaki był i czekałyśmy.
- Masz już któregoś z nich na oku? - w pewnym momencie zapytała Vanessa
- Co? - nie miałam pojęcia o co chodzi
- No chłopaka
- Ness poproszę jaśniej. Jakiego chłopaka?
- No jednego z tych Lanchów.
- Lynchów - poprawiłam ją
- Oj wiesz o co chodzi. Przystojni są?
- Sama się przekonasz - mówiłam wymijająco. Wiem, że Van tego nie lubi. Ja za to lubię się z nią drażnić.
- Ej no weź! - prawie krzyknęła
- No dobra dobra - zaśmiałam się - Wszyscy są przystojni.
- Bardzo? - zapytała z śmiertelnie poważną miną
- Nieziemsko - patrzyłyśmy chwilę sobie w oczy po czym zaczęłyśmy się śmiać
- Ale jeden to raczej wiekowo dla ciebie - dodałam z udawanym smutkiem
- Ja mam Avana
- Avan i Avan. W kółko tylko Avan.
- Nie lubisz go?
- Jest spoko, tylko martwię się, że za bardzo się angażujesz. Uważaj, aby cię nie zranił.
- Ja się za bardzo angażuję? Gdzie ty masz oczy? A tak w ogóle to zeszłaś z tematu. Mów o chłopakach.
- Niech ci będzie. Potem jest rok ode mnie starszy - Rocky. Miły i uroczy, ale jak dla mnie trochę za bardzo szalony. Następnie ... Ross.
- ... Ross ...
- Noooo...coś z tym imieniem nie tak?
- Nie tylko powiedziałaś to tak ... no tak jakbyś go miała na oku siosta!
- Pff spadaj i nie gadaj !
- Ale się tak nie denerwuj. Opisz mi go proszę.
W mojej głowie pojawiło się mnóstwo określeń. Piękny, idealny, grecki bóg, kochany, uroczy, słodki...
- Jest miły
- Tylko tyle?
- No tak.  - skłamałam - A i razem gramy w serialu.
- To fajn...zaraz, CO?!
- No w seria...aaa ty nie wiesz! A więc Van, uroczyście ci ogłaszam, że dostałam rolę w serialu! I to główną!
- Boże siostra jestem taka dumna ! - krzyknęła i rzuciła mi się na szyję. Chwilkę się tuliłyśmy, a potem wróciłyśmy do gadki szmatki. Tym razem o pogodzie. W pewnym momencie do stolika podeszła grupka osób.
- Przepraszam, czy tu wolne? - zapytała dziewczyna
- Pewnie - rzuciłam
Po chwili na mojej twarzy, jak i na twarzy dziewczyny zawitał uśmiech.
- Cześć Rydel
- Hej Lau
Tu się przytuliłyśmy. Gdy oderwałam się od blondynki zobaczyłam, że wszyscy chłopcy (czyli Riker, Rocky, Ross i Ell) stoją z otartymi ramionami i zamkniętymi paczadłami, czekając na misia. Przewróciłam więc tylko oczkami i przytuliłam każdego z osobna. Po skończonej czynności przedstawiłam im Van na co oni, ku zdziwieniu Ness ustawili się w taki sam rządek jak poprzednio. Vanessa troszkę zmieszana przytuliła każdego po czym usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy rozmawiać.
Gadaliśmy o wszystkim ciągle się śmiejąc. Jednak moja siostra nie bawiła się tak dobrze jak reszta. Co chwilę nerwowo rozglądała się po pomieszczeniu. Wiedziałam o co chodzi. Avan się spóźniał. I to porządnie.
Nagle wzrok Van utknął w kącie sali. Spoglądnęłam więc tam i wtedy go zobaczyłam. Stał i obściskiwał się z jakąś dziewczyną.
- Van mogę cię na chwilkę prosić? - zapytałam wyrywając siostrę z zamyślenia
- Uhmm...tak p-pewnie - wyszeptała cichutko ze spuszczonym wzrokiem
W tym samym momencie, gdy wstawałyśmy, ta lalunia Avana skierowała się do toalety. Tym lepiej dla niej. Gdyby została wydłubałabym jej oczy. Już miałam coś powiedzieć do Ness, ale jej ... nie było. Avana też. Dopiero po chwili spostrzegłam ich po drugiej stronie sali. Podbiegłam więc do nich. Pierwszym co mnie zaniepokoiło była zmiana jaka zaszła w Van. Taak moja siorka to udana sztuka jest, nie ma co. W jednej chwili z niewinnej istotki potrafi się zamienić w maszynę do zabijania. Dosłownie. Lepiej może kazać temu dupkowi wiać? Pff. Zasłużył na cierpienie. Gdy byłam dość blisko "pary" usłyszałam końcówkę rozmowy:
- Powiesz mi łaskawie czemu? - warknęła Ness
- Bo ty to takie nic nie znaczące coś jesteś. Może i masz ładną buźkę ale zero FAME! Kapiszszi? Nie sławne zero. Nie masz przyszłości i tyle, a Kotya ma przyszłość. Jest modelką. I nawet śpiewa! A ty co? Zmarnowałem przez ciebie rok życia.
I tu popełnił błąd. Nigdy nie obraża się Vanessy Marano. Teraz to się rozkręciła. Uśmiechnęła się słodko i powiedziała:
- Skąd wytrzasnęła takie imię? Z rynsztoka? Kotara brzmiałoby sto razy lepiej. Modelki są puste, ale widocznie ona i twoja pusta głowa to idealne połączenie głupiej i głupszego. A śpiewać, to potrafi każdy.
- Ta? To czemu TY nie potrafisz? - odparł, chociaż było widać, że mały chłopczyk się zmieszał...debil.
- Kto ma ochotę wystąpić teraz? - zapytał mężczyzna z głośników - Śpiewać każdy może! 
- HA! Jaki miły zbieg okoliczności! Idź tam i śpiewaj! - krzyknął głośno Avan pewny swego zwycięstwa
- Jak sobie życzysz - odparła Van z chytrym uśmieszkiem. - Lau - odwróciła się do mnie - Zrobisz mi chórki?
- Jasne - odparłam i skierowałam się w stronę sceny.
Nagle podbiegła do nas Rydel. 
- O co chodzi? - zapytała - Martwimy się o was.
Spojrzałam na nasz stolik. Faktycznie. Nie tyle oni, co cała sala gapiła się na nas jakbyśmy występowali w jakiejś telenoweli. W sumie to nasza "para" dość głośno krzyczała.
- Śpiewasz Rydel? - ni z tego ni z owego zapytała Ness
- Ja...trochę, może. A co?
- Też mi pomożesz - rzuciła tylko i pociągnęła nas za ręce
Po chwili stałyśmy na scenie, a z głośników zaczęła lecieć muzyka...:

(Vanessa)
Am I supposed to put my life on hold
because you don't know how to act
and you don't know where your life is going
Am I supposed to be torn apart, broken hearted, in a corner crying?
Pardon me if I don't show it
I don't care if I never see you again
I'll be alright
Take this final piece of advice and get yourself together,
but either way baby, I'm gone

(Wtedy dołączyłam się z Rydel)
I'm so over it, I've been there and back
Changed all my numbers and just in case you're wondering
I got that new
I'm a single girl swag
Got me with my girls and we're singin' it...... Sing!
na na na na, na na na na
hey hey hey
goodbye
na na na na hey, na na na na hey,
hey hey hey
goodbye

(Vanessa)

Cut my hair 'cuz it reminded me of you
I know you like the long 'do,
had to switch my attitude up
Thinkin' of changing up how I ride, No more
on the passenger side
too bad you miss out on the way that I drive it
I don't care if I never see you again
I'll be alright
Take this final piece of advice and get yourself together,
but either way baby, I'm gone

(i znów razem)
I'm so over it, I've been there and back
Changed all my numbers and just in case you're wondering
I got that new
I'm a single girl swag
Got me with my girls and we're singin' it...sing!
na na na na, na na na na
hey hey hey
goodbye
na na na na hey, na na na na hey,
hey hey hey
goodbye
hey hey, hey hey hey
goodbye

Kiedy skończyłyśmy cała sala zagrzmiała wiwatami. Spojrzałam na Avana. Miał całą czerwoną gębę i zaciśnięte szczęki. Haha frajer! Van zarzuciła włosy do tyłu i dumnie zeszła ze sceny. Podeszła do chłopaka i walnęła go z pięści w twarz. On zatoczył się tylko i runął na ziemię, a moja siostra wyszła z lokalu z uniesioną głową. Cała sala oszalała. Wiwatom i śmiechom z tego debila nie było końca. Zbliżyłam się więc do naszego stolika i zobaczyłam, że Riker ze świecącymi oczami wpatruje się w drzwi za którymi zniknęła Ness...


***

Jeszcze chwilkę posiedziałam z Lynchami. Chłopcy się wygłupiali, a ja i Rydel śmiałyśmy się z nich. W ten o to sposób czas bardzo szybko mi minął i zanim się oglądnęłam było już po 21. Pożegnałam się więc z nowymi znajomymi (oczywiście przytulasem) i wróciłam do domu. Drzwi były otwarte, więc Van już w domu. Zdziwiłam się jednak, że w mieszkaniu nie pali się żadne światło. Skierowałam się więc w stronę schodów i wyszłam na górę. Uchyliłam drzwi do pokoju Ness i włączyłam światło. Wtedy ją zobaczyłam. Siedziała na łóżku z czerwonymi oczami i kartką w ręce. To było do niej nie podobne. Van nigdy nie płakała. Nigdy. Między innymi za to ją podziwiam. Podeszłam więc do niej, usiadłam na jej łóżku i przytuliłam:
- Van - zaczęłam - on nie jest tego wart. To po prostu niedorobione dziecko...
- Ty myślisz, że o tego dupka mi chodzi? - przerwała mi - Co to to nie. Vanessa Marona nigdy nie uroni łzy przez chłopaka!
- To o co chodzi?
- Rodzice przysłali list...
Po tych słowach moje oczy się zaświeciły. Tak dawno się nie odzywali! Gdy tylko jednak Van spojrzała na mnie mój entuzjazm opadł. No tak - ona przez ten list płacze. Czy coś im się stało? Moje serce zaczęło bić jak szalone.
- Co im się stało? - zapytałam drżącym z nerwów głosem
Ness bez słowa podała mi kartkę i wyszła z pokoju. Okazało się, że to nie list. Raczej informacja? Nie zwlekając zaczęłam czytać:



Vanessa. Ja i ojciec coś zdecydowaliśmy. Nie wracamy do domu.
Tu jest nam lepiej. Bez was.
Myśleliśmy nad tym od dłuższego czasu. Teraz kiedy jesteś pełnoletnia, możemy to zrobić bez żadnych konsekwencji. Od teraz jesteś prawnym opiekunem Laury. Twój podpis jest podrobiny, o dokumenty się nie martw.
Czemu to zrobiliśmy? To proste.
Tu się żyje lepiej. Nie mamy z ojcem żadnych zobowiązań. Robimy co chcemy i kiedy chcemy. Byłybyście nam tylko kulą u nogi.
Nie chcemy mieć nikogo na głowie, chociaż kto wie, może za kilka lat zdecydujemy się na adopcję lub postaramy się o własne dziecko.
Nie próbujcie nas szukać. Zmieniliśmy numery, adres i nazwisko. Wy dla nas już nie istniejecie.
W Chicago nie ma już po nas śladu. Zabraliśmy wszystkie swoje rzeczy, gdy was nie było. Ojciec postarał się, aby nigdzie nie znaleziono naszych danych lub dokumentów. Ma znajomości.
Na koniec powiem to, co chciałam wam już dawno powiedzieć.
Z wszystkich moich porażek życiowych, wy dwie jesteście największymi.


Gapiłam się na tekst myśląc, że to jakiś słaby żart. Serce, które jeszcze przed chwilą biło jak oszalałe w obawie przed rodzicami, teraz prawie całkiem stanęło. "To kiepski żart" powtarzałam w kółko chcąc samą siebie o tym przekonać. Mój rozum jednak wiedział jaka jest prawda. Wyparli się nas. Zostawili. Porzucili. Potraktowali jak zabawki. Nawet nie zauważyłam, gdy po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Wszystkie części ciała odmówiły mi posłuszeństwa. Siedziałam i gapiłam się w kartkę, na której pod wpływem mych łez zaczął rozmazywać się atrament. Wszystko przestało istnieć. Świat stał się czarną dziurą. Czułam się,  jakby ktoś rozcinał moje serce tępym nożem. Powoli i dokładnie. Ostatni raz zaczerpnęłam powietrza, a potem ogarnęła mnie ciemność.


***

- Laura! O mój Boże Laura! Obudź się! - takie krzyki mnie wybudziły
Pierwszym co zobaczyłam była przestraszona twarz Van. Momentalnie zrobiło mi się głupio. Ona musi się mną teraz opiekować, utrzymywać nas obie, a na dodatek dziś straciła chłopaka. Ja natomiast nie mam nic na głowie i mdleje z byle powodu. Brawo Laura.
- Nie strasz mnie już tak nigdy więcej - wyszeptała Ness tuląc mnie do siebie - Nigdy
- Przepraszam Van, ja ... - tu głos mi się załamał i znów zaczęłam płakać.
To było ode mnie silniejsze. Ale ze mnie cholerna egoistka.
- Już dobrze maleńka - mówiła matczynym głosem - Wszystko się ułoży. Jesteśmy w tym razem.
Tak. Van jest przy mnie. Nic już nie mówiąc tylko bardziej wtuliłam się w siostrę czując, że jest ona dla mnie jedynym wsparciem na świecie. Teraz mam tylko ją ...


_________________________________________________________________________________
SZEMANKO!
Tak się cieszę, że w końcu dodałam ten rozdział. Może i szału nie ma, ale jestem z siebie dumna, bo męczyłam go parę tygodni. Teraz jest! Co o nim sądzicie? Mam nadzieję, że się spodoba. 
KOCHAM WAS <3 ^^

~Rose

A tu pioseneczka, którą śpiewały dziewczyny ^-^





poniedziałek, 1 września 2014

ROZDZIAŁ 6 cz.2

Byłam szczęśliwa jak mało kiedy.  Minęło tyle lat...

*uwaga ekhem ekhem retrospekcja*
Siedziałam zła na cały świat w autobusie, który wywoził mnie na obóz. Nie mogłam pojąć, jak rodzice mogli mnie tu wysłać. A prosiłam, błagałam wręcz - chciałam zostać w domu. Z Vanusią. Czy chcą się mnie pozbyć z domu? Rozmyślałam nad tym beznamiętnie wpatrując się w okno. Przed moimi oczami rozmazywał się obraz na przemian domów, sklepów, restauracji, ludzi, a potem drzew, drzew, drzew. Czy nawet to musi być takie nudne?  Gdyby rodzice liczyli się z moim zdaniem, siedziałabym teraz u siebie w pokoju grając w "Mustanga z Zielonej Doliny*" i podjadając z sekretnego pudełka siostry ciasteczka! O! Jak wrócę to nie będę się odzywać ani do mamy ani do taty! Tak!
Nagle poczułam, że ktoś zajmuje, wolne jak dotąd, miejsce obok mnie.
- Hejka stary jestem Ellington a ty? - rzucił wesoło
Czy powinnam obrazić się za to "stary"?
- Laura - odparłam
Chłopak wytrzeszczył oczy i powiedział:
- Sorka, że się tak wyrażę, ale myślałem że jesteś chłopakiem - po czym się roześmiał
W sumie to mu się nie dziwię. Moja mama nienawidzi luźnych ubrań i wszelkiego rodzaju czapek. Postanowiłam więc jej zrobić na złość i od czasu, gdy dowiedziałam się że wysyłają mnie na ten debilny obóz, ubieram się jak chłopak.
Sportowy, trochę podniszczony plecak. Na nogach adidasy. Do tego dresowe spodnie, podkoszulek za duży o dwa rozmiary. I na ukoronowanie wszystkiego włosy skryte pod czapką z daszkiem. Mama tego nienawidziła. I dobrze. Chciała czy nie, musiała mnie tak oglądać. Co jak co, ale uparta to ja jestem.
- Nie ty jeden się zawiodłeś. Przez chwilę miałam nadzieję, że dosiadła się do mnie brzydka dziewczynka - odgryzłam się z uroczym uśmieszkiem
Brunet przez chwilę nic nie mówił, ale zaraz potem wybuchnął śmiechem.
- A to dobre ! Hahaha

 Chłopak wyglądał tak komiczne,  że i ja się roześmiałam
- To ile masz lat? - zapytał
- 6
- Chłopczyca małolatka! Hahaha. Ja mam 9 !
- Stara baba! Hahah
- Skunks!
- Grzybol!
- Guślorz!
- Ciumrok!
- Hahahaha
- Hahahaha
Gdy w końcu po jakichś 10 minutach uspokoiliśmy się powiedziałam:
- W sumie to Ellington do ciebie nie pasuje. Teraz oto będziesz się nazywał Elżbieta !
- Spoko. Zawsze chciałem być Elką. Za to ty ... hmmm. Wiem ! Laurenty !
- Haha dobra.
- Może zdejmij tą czapkę, co?
- Ale po jakiego grzyba?
- Chcę coś zobaczyć.
Posłusznie zdjęłam czapkę, przez co włosy opadły mi na ramiona.
- Tak zdecydowanie lepiej Laurenty.
Na te słowa uśmiechnęłam się do chłopaka ukazując dziury w uzębieniu, spowodowane przez wyrwane mleczaki.
- Skoro tak mówisz Elciu.
***

Siedzieliśmy razem, aż do końca trasy. Każdą wolną chwilę spędziliśmy razem. Pomimo że byłam mała, wiedziałam że ta przyjaźń jest wyjątkowa. Ell potrafił mnie rozbawić w każdej sytuacji. Często wpadaliśmy w tarapaty. Nie oszukujmy się - głównie przez niego. Ja natomiast potrafiłam wyciągnąć nas z każdej opresji. I tak szybko minął nam czas obozu. Ostatniego dnia naszej wspólnej przygody obiecaliśmy sobie, że zawsze będziemy się przyjaźnić i nic nas nie rozdzieli. Niestety niedługo potem Ellington przeprowadził się wraz z rodziną, a ja nawet nie wiedziałam dokąd.

***
*wracamy do teraźniejszości*
A teraz. Znów się spotykamy! To nieprawdopodobne!
- Wytłumaczy mi to ktoś? - żaliła się Delly tym samym wyrywając mnie z rozmyślań
Westchnęłam tylko i w skrócie opowiedziałam reszcie naszą historię. Przez cały czas miałam banana na twarzy. Podobnie jak Ell. 
W pewnym momencie Rocky podszedł do Rossa i powiedział:
- No to masz konkurencję! Uważaj. - mówił to bardzo cicho, praktycznie szeptał, ale po mimo to udało mi się to usłyszeć.
Blondyn natomiast szturchnął brata w ramię i ... czy mi się wydaje? delikatnie się zarumienił...niee pewnie coś sobie ubzdurałam i tyle.
W tym momencie do pomieszczenia wszedł reżyser, skupiając na sobie uwagę wszystkich obecnych. Opowiedział nam co i jak dokładnie.
Od poniedziałku do piątku mamy przychodzić do studia na 8.00. Kończyć będziemy, gdy wykonamy prace polecone nam na ten dzień. Soboty i niedziele mamy wolne. Dodał też parę innych rzeczy, których nie chce mi się wypisywać. Po skończonym monologu pozwolił nam się rozejść. Pożegnałam się więc z nowymi znajomymi, wcześniej zapisując sobie numery ich telefonów i wróciłam do domu.

________________________________________________________________________
Szemanko!
Przybywam z króciutkim rozdzialikiem, ponieważ jest przed czasem ^^
Wolę nie pisać jednego rozdziału przez parę tygodni, a tu już kawałek miałam napisany więc dodałam :3
Iiiii....jak tam po rozpoczęciu roku szkolnego?
Szczerze? CHCĘ WAKACJE !!!
TA SZKOŁA MNIE WYKOŃCZY!!!
A tak poza tym. Nie mogę obiecać, że rozdziały będą co tydzień bo:
1. Szkoła
2. Dostałam obsesji na punkcie "Sagi księżycowej". Przeczytałam już "Cinder" i "Scarlet", natomiast trzecia część "Cress" nie została wydana jeszcze po Polsku. Na chomiku ktoś dodaje nieoficjalne tłumaczenia więc czytam jak tylko pojawi się nowy. Jednakże na razie dodali 20 rozdziałów na 60, a że ja jestem baardzo niecierpliwa męczę tą książkę po angielsku. POLECAM tą serię ! Genialna !
3. Szkoła
4. Dowiedziałam się, że Riker ( kochanie moje <3) występuje w "Glee". Postanowiłam więc obejrzeć cały serial od początku i zakochałam się *0* - muszę oglądnąć wszystkie 5 sezonów!
5. Szkoła
I to tyle. Ale postaram się nie mieć tutaj zaległości :3
Dziękuje, że jesteście! <3
~Rose

* faktycznie jest taka gra,
  dawniej marnowałam na nią całe dnie <3


piątek, 29 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 6 cz.1

~Laura~
Obudziły mnie delikatne promienie słońca muskające moją twarz. Nie otworzyłam jednak oczu. Postanowiłam spać cały dzień. Zwłaszcza po tym całym przesłuchaniu i tak dalej. Obróciłam się więc na drugi bok i ... spadłam na ziemię? Ej, moje łóżko jest szersze! Jak to Van zrobiła mi jakiś kawał to zabiję! Niechętnie otworzyłam oczy. Przecież to nie mój sufit...zaraz. Momentalnie stanęłam na nogi i rozglądnęłam się po pomieszczeniu, w którym spałam. Na fotelu nie daleko mnie dostrzegłam Rossa. A tak! Wszystkie chwile z wczorajszego dnia zaczęły powracać do mnie z niesłychaną częstotliwością. Wszystkie uczucia, myśli. Od nadmiaru tego wszystkiego zakręciło mi się w głowie, więc opadłam z powrotem na sofę. Mój wzrok spoczął na śpiącym blondasku. Awww. Jest taki słodziaśny jak śpi. Włosy w uroczym nieładzie, rzęsy rzucające cienie na policzki, lekko rozchylone usta...co się ze mną dzieje? Van powiedziałaby, że...VAN! Pewnie się martwi gdzie jestem. A jak zgłosiła moje zaginięcie na policję? Czy to będzie w moich papierach? A jak mnie zabije, za to że zniknęłam? No nic. Muszę szybko biec do domu, zanim jeszcze pogorszę sprawę. Rozglądnęłam się po salonie w celu znalezienia jakiejś kartki i długopisu. Są, na komodzie. Wzięłam więc pisadło do ręki i nabazgrałam na papierze:


"Dziękuje za wszystko 
~Laura"

Następnie chwyciłam do ręki przygotowane wczoraj zawiniątko z moich butów oraz zniszczonej sukienki i wybiegłam z domu Lynch'ów.


***

Paręnaście minut potem byłam u siebie w domu. Cichutko otworzyłam drzwi i wślizgnęłam się do środka. Może dopisze mi szczęście i Van mnie nie usłyszy? A wtedy wkradnę się do swojego pokoju i udam, że byłam tam całą noc? Tak, to nawet dobry pomysł. Kiedy szłam w stronę schodów, przechodziłam koło kuchni. W oczy rzuciła mi się karteczka przypięta na lodówce. Skradłam się więc do kuchni i przeczytałam to, co jak się okazało, napisała Van. Była to raczej epopeja niż notatka, ale powiem w skrócie o co jej chodziło.
Poinformowała mnie, że zaraz po moim wyjściu na casting, zadzwonił do niej Avan. Powiedział, że przyleci tu, więc ona postanowiła wyjechać mu na spotkanie. W postscriptum napisała:

"Jak wszystko będzie dobrze - a będzie na pewno, przenocuję wraz z Avanem w hotelu. Jutro około południa przyjedziemy do domu" 

Darowałam sobie dokładnego studiowania wyrazów podziwu Van dla Avana. Pisała między innymi jaki to on słodki, idealny, kochany. Szczerze? Miałam tego dość więc po prostu zmięłam kartkę i wrzuciłam do kosza. 
Następnie pobiegłam do swojego pokoju, aby spokojnie się wyspać.

***


Stan błogiego odpoczynku nie trwał jednak zbyt długo. W pewnym momencie usłyszałam donośny dzwonek mojego telefonu. Niechętnie wyciągnęłam rękę na komodę. Na ekranie widniał napis "numer zastrzeżony". Zmarszczyłam brwi i odebrałam połączenie:

- Dzień dobry - usłyszałam w słuchawce
- Dzień dobry - odparłam obojętnie
- Nazywam się Sasha Black i jestem sekretarką Pana Kevina Kopelow - twórcy serialu "Austin & Ally". Czy mogę rozmawiać z panną Laurą Marano? - na te słowa oczy wyszły mi z orbit
- Tak. Przy telefonie.
- Jury było zachwycone Pani zdolnościami wokalnymi i aktorskimi. Dzwonię, by przekazać, że dostała Pani rolę Ally Downson. Czy jest Pani nadal zainteresowana braniem udziału w tym przedsięwzięciu? - ciągnęła kobieta znudzonym głosem
- Ja...tak. Tak jest. Oczywiście.
- Dziś w Teatrze w centrum Miami o godzinie piętnastej odbędzie się "spotkanie integracyjne", na którym zostaną przekazane szczegółowe informacje dotyczące dalszej pracy.
- Dobrze
- Do widzenia.
- A i ... - nawet nie kończyłam, bo po drugiej stronie nikogo już nie było
Nie za miła ta sekretarka.

Powoli odłożyłam telefon na komodę i gapiłam się w ścianę. Po chwili wyraz zaskoczenia zniknął z mojej twarzy, a pojawił się na niej ogromnaśny banan. Zaczynało do mnie docierać to, co przed chwilą usłyszałam. Dostałam rolę. Ja Laura Marano będę grać w serialu. Momentalnie wyskoczyłam na łóżko i zaczęłam po nim skakać jak opętana. Jednak to nie wystarczyło, więc do tego zaczęłam piszczeć i biegać po domu jak głupia. Na koniec weszłam do szafy, wykrzyczałam się do niej, po czym jak gdyby nigdy nic zamknęłam jej drzwi i poszłam z powrotem do pokoju. Jak się cieszę! Ale zaraz? Która godzina? Rany 12.20 ! To ile ja spałam! Muszę zrobić dobre wrażenie na całej obsadzie! Co ubrać? Coś eleganckiego, ale nie tak bardzo, żeby nie wyjść na sztywniaka... Po krótkim namyśle wybrałam to:




Chyba powinno się nadać. W podskokach wbiegłam do łazienki, wzięłam szybciutki prysznic, pociągnęłam rzęsy maskarą, usta szminką, a paznokcie lakierem (tymi co na obrazku). Rozpuściłam włosy, rozczesałam je i lekko podkręciłam. Gotowe. Tym razem nie zapomniałam o torebce. Wrzuciłam do niej telefon, słuchawki, portfel, chusteczki, gaz pieprzowy - tak na zaś i zeszłam do kuchni.  Nabazgrałam szybko na kartce gdzie idę i powiesiłam na lodówce. Byłabym zaskoczona, gdyby Van w ogóle to przeczytała. Zapewne zajmie się Avanem i nawet ucieszy się, że mnie nie ma. Będą mieć cały dom dla siebie i wolę nie myśleć, co w nim będą robić. Złapałam jeszcze do ręki jabłko leżące na stole i udałam się w kierunku drzwi. Ostatni raz spoglądnęłam w lustro wiszące w korytarzu. Wyglądałam nawet dobrze co - przy mojej niskiej samoocenie - jest świetnym wynikiem. Wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi na klucz. Wgryzłam się w owoc i ruszyłam przed siebie w stronę teatru.

***

Na miejsce dotarłam nawet przed czasem. Zostało mi piętnaście minut do wykorzystania. Postanowiłam więc pooglądać wiszące na ścianach afisze spektaklów odrywanych w teatrze.
- Przepraszam? - zapytała ciemnowłosa dziewczyna, która w tym momencie do mnie podeszła - Nie szwendał się tędy taki nienormalny rudzielec?
- Nikogo takiego nie widziałam - odparłam
- Uff to dobrze. Niechcący rozlałam na jego buty gorącą czekoladę i boję się jego zemsty - mówiła promieniejąc - A tak w ogóle, jestem Raini - dodała i wyciągnęła w moją stronę dłoń
- Miło mi - odpowiedziałam i także podałam jej rękę - A ja Laura
Wymieniłyśmy uśmiechy
- To...jesteś w obsadzie serialu? - zapytała dziewczyna
- Tak gram Ally Downson
- Serio? To świetnie! Ja gram Trish! Jej najlepszą przyjaciółkę!
- Świetnie! - odparłam zadowolona.
Już znam kogoś z obsady - dziewczynę, która gra moją najlepszą przyjaciółkę. I do tego wydaje się miła. To wszystko jest za piękne, aby było prawdziwe.
Nagle podbiegł do nas jakiś rudy chłopak. Pewnie ten o którym mówiła Raini.
- Raini Rodriguez! Jak dopadnę to ubije! A już na pewno pożegnaj się ze swoją torebką!
- Calum! Tylko nie torebusia! Wyczyszczę ci te głupie buty! 
- No ja myślę!
- Dobra!
- Dobra!
Wykrzykiwali na przemian dławiąc się śmiechem. Wyglądali na bardzo dobrych (co najmniej) znajomych. A ja myślałam, że Raini mówi o kimś obcym. Gdy już w końcu się uspokoili, ciemnowłosa otarła z policzków łzy wywołane śmiechem i powiedziała:
- Przedstawię was sobie. Calum, to jest Laura... - popatrzyła na mnie wyczekująco
- Marano,
- Lauro, ten o to głupkowaty rudzielec to Calum Worthy
- Oj tam zaraz głupkowaty - odparł wciąż z uśmiechem chłopak i szturchnął Raini w ramię
Następnie standardowo podaliśmy sobie ręce i wymieniliśmy : "Miło mi"
- Też będziesz występować w serialu? - zapytałam się chłopaka
- Tak, będę grać Deza
W tym momencie zadzwonił jego telefon, więc opuścił nas i odszedł na bok. Raini natomiast powiedziała, że ma coś do załatwienia i zostałam sama. Znowu. Podeszłam więc do ławki stojącej po przeciwległą ścianą i usiadłam na niej.
Rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Zobaczyłam same nieznane mi twarze. Właśnie wtedy naszła mnie chęć by wybiec stąd i już nie wrócić. Wiem, że to dziwne, ale nie dla kogoś takiego jak ja. Nigdy nie miałam prawdziwej przyjaciółki - takiej na dobre i na złe. Zawsze czułam się samotna. Nienawidzę tego uczucia. Uczucia, że wszyscy patrzą się na ciebie i wyśmiewają się. Wrażenie, że jest się innym. Kimś, kto nigdzie nie pasuje. Nie może należeć do żadnej grupy w społeczeństwie. Odmieniec. Spuściłam wzrok z licznych grupek ludzi rozmieszczonych w sali i wbiłam spojrzenie w swoje buty. Modliłam się w myślach, aby podeszła do mnie Rani lub Calum. Wtedy byłoby mi znacznie raźniej. Nagle poczułam, że ktoś siada obok mnie na ławce.
"Dzięki Bogu" pomyślałam i podniosłam wzrok mając nadzieję ujrzeć ciemnowłosą. Moim oczom  natomiast ukazał się chłopak. Uroczy uśmiech, roześmiane oczy, rozczochrana blond czupryna - Ross.
- Siemka - rzucił opierając się nonszalancko o ławkę
- Hej - odparłam i mimowolnie się uśmiechnęłam
- Wieesz...stęskniłem się za moim cieplutkim dresikiem - powiedział robiąc smutną minkę
Na moje policzki w mgnieniu oka wyskoczył rumieniec. Nienawidziłam tego. Van mówiła mi :"Można czytać cię jak książkę" - i miała rację. Przez to, że stale się rumienię, można bez problemu poznać kiedy jestem zawstydzona i tak dalej. To okropne.
- Ja...przepraszam. Po prostu.... Zapomniałam i ...
- Tylko się z tobą droczę - posłał mi promienny uśmiech
W tym momencie usłyszałam chrząknięcie. Ross rzucił zirytowane spojrzenie w głąb sali i zwrócił się do mnie
- Jestem tu z rodzeństwem, a to straszne debile. No i ubzdurali sobie, że muszą cię poznać bo umrą, a przed śmiercią ogolą mnie na łyso. - jego twarz wykrzywiła się w grymasie, jakby wyobrażał sobie siebie bez włosów, po czym kontynuował - To...zechciałabyś poznać moją rodzinkę? Oczywiście jeśli to nie problem - dodał pospiesznie
Skąd oni o mnie wiedzieli? Czy Ross komuś o mnie opowiadał? Jeśli tak, to dlaczego? Wyśmiewał się z tego, że zaliczyłam wczoraj glebe? Tyle pytań...Ale w sumie to nie mam wyboru. Przynajmniej będzie mi raźniej, rozerwę się i będę miała więcej znajomych w nowym mieście.
- Oczywiście, że nie - powiedziałam i uśmiechnęłam się do blondaska
- Świetnie - odparł i wstał ciągnąc mnie za rękę
Po chwili stanęliśmy przed czteroosobową grupą. Od razu przed szereg wyrwała się Rydel i mocno mnie uścisnęła.
- Laura! Nie wiedziałam, że to o tobie opowiadał Ross! - czyli miałam rację, tylko co opowiadał?
- Czyli z Delly się znacie. Kto następny...hmm Riker?
Przede mną stanął przystojny blondyn.
- Miło mi - powiedział
Co jak co ale dobre wrażenie to on robił. Nawet barwę głosu ma świetną.
- A mnie to już nikt nie przedstawi? - żalił się nieznany mi brunet
- Ten czubek to z kolei Rocky - oznajmił rozbawiony Ross
- Ja ci dam czubek - zagroził tamten, po czym rzucił się na blondyna i wylądowali na ziemi
- No nie ważne - rzuciła Rydel przenosząc wzrok z bijących się braci z powrotem na mnie - To ja przedstawię ostatniego. To niby nie nasz brat, ale w sumie jakby rodzina. Poznaj...
- Laurenty? - przerwał jej brunet stając przede mną
Zaraz, zaraz. Skąd on... Nieee. Niemożliwe. Chociaż tylko on mnie tak nazywał...
- Ela? - zapytałam niepewnie, na co on uśmiechnął się serdecznie. Od razu odwzajemniłam uśmiech, po czym rzuciłam się w ramiona chłopaka. Okręcił mnie pary razy w koło. Przez cały czas się śmialiśmy. Gdy brunet postawił mnie na ziemi, zobaczyłam, że Ross, Riker, Rydel i Rocky gapią się na nas, jakby pierwszy raz starych znajomych widzieli. Czy to aż takie dziwne?
- Eee...sorry, że głupio zapytam, ale czy coś mnie ominęło?

________________________________________________________________________
Szemano ! 
Wiem...PRZEPRASZAM! Nie wiem co się ze mną dzieje. Rok szkolny się nie zaczął, a ja już mam opóźnienie w rozdziałach...
Na swoją obronę mam tylko to, że napisałam część rozdziału i tak baaardzo mi się podobała, ale za sprawą apki "Blogger" na telefon przypadkowo ją usunęłam. Później straciłam mnóstwo czasu na próby napisania tego jak wyszło za pierwszym razem, ale mi nie wyszło no xD I teraz macie taki szajs jaki jest :3
No trudno. Ja zawsze mam takie szczęście.
To tyle.
~Rose

PS. A i jeszcze jedno xD Dodałam w końcu tych obserwatorów^^ przepraszam, że dopiero teraz, ale ten blog jest moim pierwszym i nie miałam pojęcia jak to zrobić :3

niedziela, 17 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 5

~Ross~

Wyszedłem z pokoju zaraz za dziewczyną,  po czym udaliśmy się do kuchni.
- Zobaczysz,  że robię najlepsze kakao na świecie ! - oznajmiłem pewnie
Laura zwróciła na mnie swój wzrok i odparła z uśmiechem
- Mam nadzieję
Następnie usiadła przy stoliku i zaczęła bawić się zamkiem od bluzy.  Skorzystałem z tego,  iż na mnie nie patrzy i zacząłem dokładnie się jej przyglądać.
Wielkie, cudne, brązowe oczka. Idealne usta.  Lśniące włosy.  Długie rzęsy.  Szczupła sylwetka. Uroczy niski wzrost. Ta dziewczyna jest niesamowita! Chciałbym wpleść swe palce w jej włosy,  dotknąć policzka i ...
Ross! Ty debilu! Zachowuj się mendo!
Jakimś cudem wyrwałem się z transu, w jaki nieświadomie wprowadziła mnie dziewczyna.
Co ja miałem...a tak ! Kakao !
Ruszyłem więc w stronę lodówki, w celu wyjęcia mleka. Już złapałem za jej drzwiczki, gdy mój wzrok przyciągnęła różowa kartka zgięta na pół. Otworzyłem więc ją i przeczytałem jej zawartość:

" Ross
Jestem razem z chłopcami u babci. Gdy zeszłam na dół o 12.00
 zastałam ich wszystkich nieprzytomnych, a Rockiego na skraju śmierci. 
Wszyscy byli w takim stanie, że jedyną deską ratunku była właśnie babcia.
 Nakarmi ich i wyleczy.

Ale, ale...pojechali beze mnie? Jak tak można! Ja też prawie z głodu umarłem no! I pyszny obiadek! Ok. Muszę być twardy. Zresztą, gdybym pojechał do babci nie spotkałbym Laury. Taaa, to jedyne pocieszenie. Sam dziwię się, że tak uważam, ale wolę Laurę, niż ten obiadek. Zacząłem czytać dalej:

Jak mogłeś pozwolić Rockiemu, żeby zjadł to coś co nazwaliście "jajecznicą"?! Ale o tym po powrocie... Znając życie chłopcy nażrą się jak świnie i będą spać, więc wrócimy jutro w południe. Mam nadzieję, że przesłuchanie poszło dobrze.
 Wszyscy trzymaliśmy za ciebie kciuki.
PS. Nie zapominam o Tobie, przywiozę ci babeczki od babci ;*
Całuski Rydel ♥ "

I to ja dostanę ochrzan?! To Riker jest najstarszy i jajecznica była jego pomysłem! 

~ Tego samego dnia rano ~
- To - zaczął Ell - co na śniadanko ?
- Popaczajcie. Delly kupiła jajka - poinformował zebranych Ross.
- To może jajecznica? - zapytał Riker
- Może być ! - odpowiedzieli pozostali

Nie zwlekając ani chwili dłużej chłopcy wzięli się za przyrządzanie dania. A że są debilami to wyszło jak wyszło. Cała praca zapowiadała się dobrze: Rocky wyjął patelnię, Ell jajka...i to tyle z dobrego.
- Ejj. Zróbmy tą jajecznicę taką, jaką każdy sobie wymarzył! - powiedział nie kto inny jak Riker
- TAAAAAAAAAAAKKK!!!!!!!!!!!!! - odparła reszta
I zaczęło się. Każdy przynosił na stół co mu pasowało. Po 10 minutach na stole można było znaleźć:
Jajka, ser, masło, ziemniaka, ogórka, starą skarpetę, mleko, pepsi, czosnek, brokuły, żelki, czekoladę, groch, bób, sierść psa, papier toaletowy, parówki oraz sól i pieprz - tak do smaku
- Chłopaki. Coś czuję, że to będzie najlepsza jajecznica EVER ! - wykrzyknął Ross
- Na 100 pro - dodał radosny Ell
Następnie nasi tępi chłopcy (których i tak wszyscy kochają ♥) zaczęli wrzucać przygotowane składniki do ... makutry, czyli tego:



Gdy Riker miał wrzucać papier toaletowy odezwał się Ross:
- Do reszty ogłupiałeś?
- Ale co? - zapytał zdezorientowany
- Wrzuciłbyś tu papier z tą twardą rurką ze środka?! Przecież ona się nie rozpuści!
- Racja! Jak dobrze, że czuwasz Ross.
- Się wie!
Tak więc chłopcy wydłubali "twardą rurkę" z papieru, a resztę wrzucili do makutry. Skarpeta też się nie chciała rozpuścić, więc polali ją wodą i wrzucili do miksera. Zmiksowaną skarpetę dodali do reszty. Jajek nie rozbijali, bo - jak stwierdził Rocky - ze skorupką będzie fajnie chrupać. Na koniec wszystko zalali mlekiem i pepsi.
- A kto będzie makutrować? - zapytał Ell
- Nie ja !
- Nie ja !
- Nie ja !
- Ugh. To się nie liczy! Ja się pytałem więc ja nie!
- Ale ja nie wiem co znaczy makutrować! - wykrzyknął Rocky
- Ja też!
- Ja też!
- Rany! Jesteście tak niewykształceni! Ja to zrobię - poddał się Ellington
Okazało się jednak, że on sam raczej nie wie co znaczy "makutrować", ponieważ po prostu ubijał wszystko jak leci. Po godzinie z całości zrobiła się w miarę jednolita papka, więc Ross potarł patelnię salcesonem, a Riker zaczął na niej smażyć to coś co zrobili.
Kolejna godzinka i spalona papka gotowa.
Nikomu z towarzystwa  nie spodobał się kolor przygotowanej "jajecznicy". Była zielono, szaro, brązowa. Z dodatkiem różu - ze skarpety. Chłopcy zawołali więc kota sąsiada, aby on skosztował jako pierwszy. Kiedy kot powąchał "to coś" zaczął przeraźliwie miauczeć i w 2 sekundy wydrapał w drzwiach dziurę, po czym uciekł z prędkością światła
- To kot. Co on tam wie. - pocieszał zgromadzonych Ross
- Ja umieram z głodu - poinformował Ell - kto próbuje na pierwszego
- Załatwimy to po męsku - dodał Riker
- Tak! - zgodził się Rocky
- Papier, nożyce, kamień ! - wykrzyknęli wszyscy razem
Jak postanowili tak zrobili, a że Rocky wiedział tylko jak wygląda "papier" - przegrał. Biedaczek. Wziął więc do ręki łygę, nabrał kopiastą i wepchnął do buźki. Przeżuł i połknął.
- Chłopaki to jest niesamowite! - wydarł się, ale po chwili jego twarz zrobiła się fioletowa. Chłopak zatkał usta ręką i czym prędzej pognał do toalety, zrzucając tym samym całe danie na ziemię. Po chwili dało się słyszeć odgłosy zwracanej "jajecznicy". Reszta obeszła się smakiem, bo przecież nie są prosiakami żeby jeść z ziemi.

~Ross~
Trudno. Tłumaczyć się będę jak wrócą.
Zmiąłem więc kartkę i wyrzuciłem do kosza. Następnie wziąłem się za przygotowywanie kakałka. 



Po skończonej pracy zaproponowałem Laurze pójście do salonu, gdzie będzie wygodniej. Dziewczyna zgodziła się i po chwili byliśmy na miejscu. Ja siedziałem na fotelu, a ona na sofie.
- Spróbuj - zachęciłem brunetkę
Laura pociągnęła łyk napoju i spojrzała na mnie. Jej oczy trochę się rozszerzyły, a na ustach zawitał uśmiech
- Ross! To jest przepyszne! - wykrzyknęła uradowana i wzięła kolejny łyk
Teraz nad jej ustami została śmietana. Wyglądała tak ślicznie! I ten uśmiech...
- Co się tak na mnie patrzysz? - zapytała mrużąc swoje oczęta
- Masz śmietanowe wąsy - odparłem wciąż się szczerząc
Dziewczyna momentalnie odstawiła kubek na stół i wytarła usta. Na jej policzkach zawitał rumieniec. Ona wygląda tak słodko jak się rumieni. Jest wtedy taka bezbronna. Aż ma się ochotę ją przytulić, aby żadne zło tego świata nie dotarło do takiej kochanej istotki.
- Gdzie jest twoja rodzinka? - zapytała chcąc zapewne, abym przestał się na nią gapić
Brawo ja. Pewnie ma mnie teraz za jakiegoś zboczeńca.
- Rodzeństwo jest u babci, a rodzice w delegacji. A ty masz rodzeństwo?
- Tak siostrę Vanessę. Mieszkamy tu razem.
- A rodzice? - po tym pytaniu brunetka momentalnie posmutniała, ale odparła
- Są w pracy. Za granicą.
Nie wiedziałem jak zmienić temat. Nie miałem pojęcia, że nie powinienem pytać o rodziców.
- Myślałem, że mieszkasz w Chicago - tylko to udało mi się wymyślić
- Miałam nadzieję, że ty też - powiedziała, ale momentalnie się poprawiła - Przeprowadziłam się tu niedawno, po tym, jak moja siostra dostała rolę w serialu.
 "Miałam nadzieję, że ty też"? Czy ona o mnie myślała? A może nawet mnie szukała?
Niee...nie ma co sobie robić nadziei. Prawda jest taka, że ja o niej myślałem. Uważałem, że już nigdy nie spotkam dziewczyny tak wyjątkowej jak Laura, którą poznałem na koncercie. I miałem rację. Żadna nawet w małym stopniu nie mogła równać się z brunetką. Ona jest wyjątkowa. Wiedziałem to już jako dzieciak. Ma w sobie coś, że ciągle się o niej myśli. Nawet jej szukałem, ale co ja wiele mogłem zrobić. Wiedziałem tylko, że ma na imię Laura i ... w sumie teraz też wiem tylko tyle. A, i że ma siostrę Vanessę. Ale robię postępy. A nazwisko? I co? Mam po prostu zapytać się :Jak masz na nazwisko? Czy to stosowne? Z zamyślenia wyrwał mnie grzmot. Następnie pogasły wszystkie światła.
- Poczekaj. Postaram się znaleźć jakąś lampkę czy coś - oznajmiłem i ruszyłem  do przodu trzymając ręce przed sobą. Szukałem, szukałem i szukałem, ale w końcu znalazłem. Dość duża latarka. Jak ją postawię na stole da światło na cały pokój. Skierowałem się więc w stronę salonu, przyświecając sobie latarką. Gdy dotarłem na miejsce zastałem Laurę śpiącą. Skuliła się w kłębek na sofie, niczym kotek. Naprawdę długo musiało mnie nie być. Z trudem powstrzymałem chęć ucałowania jej w policzek. Wyjąłem z szafki koc i przykryłem dziewczynę.
- Dobranoc - szepnąłem cichutko zakładając niesforny kosmyk włosów brunetki za jej ucho.
Pomimo, że było ciemno, a ona spała, chciałem przy nie zostać. Czuć jej obecność. Usadowiłem się więc na fotelu i sam nie wiem kiedy zasnąłem.

________________________________________________________________________
Szemano! Co tam jak tam? U mnie rozdział 5 ! Jeej xD
Jak sobie pomyślę o moim gimbazjum to ... ugh
A muszę, bo trzeba skompletować wszystko :/
Ale zostało jeszcze trochę wolnego!
Radujmy się tym!
A może zrobimy taki deal:
6 komentarzy = następny rozdzialik?  Hm?
Pozdrowionka
~Rose